środa, 29 września 2010

You are so fresh.




Daphne Groeneveld


Kolejna modelka z obozu Miucci Prady. Dzięki kampanii Miu Miu awansowała do czołówki "nowych twarzy" modelingu. Nie kończą się porównania do rodaczki Lary Stone aż do tego stopnia, że (może trochę na wyrost) została okrzyknięta następczynią Lary. Nie tylko Miuccia dostrzegła w Daphne wielki potencjał. Wzięła udział w pokazie Givenchy Haute Couture 2010/11 jako jedna z 10(!) modelek, wraz z kontraktem exclusive otworzyła pokaz Calvina Kleina. Poprzez sesje w Grey Magazine, oraz duetowi Mert Alas & Marcus Piggott trafiła do francuskiego Vogue'a gdzie obsadzili ją w wrześnowym oraz październikowym numerze. Jak donosi 10magazine.com Daphne ma się znaleźć na listopadowej okładce Vogue Paris (!) oczywiście w obiektywnie Mert & Marcus

Można mieć lepszy start ?


P.S. Dla wszystkich rozczarowanych październikowym numerem francuskiegoVogue'a.


poniedziałek, 27 września 2010

It's all about colours.

Nawiązując do tytułu notki projektanci najwidoczniej znudzeni stonowanymi i spokojnymi kolorami jesiennych kolekcji puścili widzę fantazji i nie stawiali sobie żadnych ograniczeń.



Miłość od pierwszego wejrzenia ? a może tylko chwilowe zauroczenie ? Miuccia Prada przyzwyczaiła mnie aby do jej kolekcji podchodzić na początku z lekkim dystansem. Sterylny wybieg, kliniczna biel na której godnie prezentowały się minimalistyczne kroje w dość odważnych kolorach.
Inspiracyjny misz-masz najlepiej sprawdza się w wydaniu Prady. Można doszukać się elementów zapożyczonych prosto ze starożytnej Grecji, marynistyczne pasy, meksykańskie sombrera czy etole z lat 30., i oczywiście "bananowe" sukienki, a to wszystko znakomicie wpisuje się w definicje baroku. Kontrast, łączenie różnych elementów oraz ważna rola koloru, która tym razem grała pierwsze skrzypce. Jedynym mankamentem pokazu była muzyka, która nie jeden pokaz uratowała z opresji lecz tym razem mogła tej roli nie spełniać, pokaz obronił się celująco.




To był tylko początek pozytywnych zaskoczeń.



Nie tylko Miuccia postawiła na ostre kolory. Inne marki nie mogły pozostać w tyle. Max Mara sprawiła wielką niespodziankę. Nie pokładałem wielkiej nadziei do tego pokazu lecz czasami można się spodziewać rzeczy niemożliwych. Początek był dość statyczny, beżowe kolory proste kroje postanowiły przybrać z czasem kolor biały aby przygotować się na dawkę żywych kolorów. Na samym początku dość niewinnie, niepozornie kolory przewijały się w dodatkach aby z czasem zaatakować pozostałe części garderoby. Koloru nie mogło zabraknąć także u Jil Sander. Raf Simons dość ostrożnie sięgał po ostre barwy lecz po męskiej kolekcji na wiosnę/lato 2011 mogliśmy się tego spodziewać, że tym razem nie zadrży mu ręka sięgająca śmiało po odważne kolory. Kontrastowo zestawił niewinną biel z mocnymi kolorami lub dopuścił do konfliktów między nimi. Wielka niespodzianka okazała się Kasia Wróbel otwierająca pokaz. Nie można nie wspomnieć uroczej, obszernej sukni w kwiaty.


Jil Sander s/s 2011

(kliknij na słowo, aby przejść do obrazu)



niedziela, 19 września 2010

Zastrzyk nowatorstwa w Nowym Jorku.



Takie pokazy jak Rodarte i Calvin Klein to niewątpliwie zastrzyk pionierskości i nowatorstwa podczas przewidywalnych pokazów w Nowym Jorku.






Powrót do natury u Rodarte to nic nadzwyczajnego. Drewniane konstrukcje na wybiegu żyły w prawdziwej symbiozie z kolekcją. Boazeryjne nadruki lub tworzące spójna mozaikę przedostały się na materiały z których powstały sukienki a na sztywnych materiałach zastosowano coś w rodzaju wypukłej rzeźby wznoszącej się ponad płaszczyznę materiału. Siostry Mulleavy postanowiły ograniczyć się do odcieni brązu i złota z jednym wyjątkiem, a mianowicie kilku sylwetek na których widnieją nadruki przeniesione z zabytkowych chińskich waz. Warto zrucić uwagę na buty, które są istnym dziełem sztuki. Komentarzy i porównań do Prady, Miu Miu czy McQueena nie było końca. Dla mnie jest to nadal Rodarte najlepszym wydaniu.





Minimalizm- z pozoru banalna sprawa, lecz najlepsi mogą się z nią tylko zmierzyć i wyjść z tej walki zwycięsko. Francisco Costa co sezon rzuca sobie wyzwanie i pokazuje z nadal można stworzyć coś wielkiego z tak naprawdę niczego. Architektoniczny minimalizm jest jego najmocniejszą bronią co może świadczyć to że od kilku lat kapitalnie kieruję domem mody Calvin Klein. Jak i w zeszłym sezonie tak i w tym ogranicza się zaledwie do czerni i bielu z kroplą granatu i czerwieni. Posągowe, długie, opływowe suknie i urocze białe komplety składające się z luźnych satynowych spodni, koszulki które zostały przykryte za dużą marynarką przepasaną cienkim sznurkiem. Na wybiegu nowe twarze modelingu i dawna muza domu Mody Monika Jagaciak a obok Lara Stone, która została obsadzona w jesiennej kampanii. Osobiście nigdy nie byłem wielbicielem Lary lecz od momentu kampanii reklamowej zmieniłem zdanie. Na pokazie Calvina Kleina wystąpiła w ramach kontraktu, nie zobaczymy jej na żadnym z wybiegów podczas następnych tygodni mody.



Lara Stone zamykająca pokaz Calvina Kleina.


FIN.